piątek, 20 stycznia 2017

uZdrowienie od Kuchni (2016)

uZdrowienie od Kuchni: spełnienie mojego marzenia (fot. Mira Bernardes-Rusin)

Pisząc książki i artykuły o wspomaganiu leczenia różnych chorób drogą dietoterapii zauważyłam, że tak naprawdę nie ma różnych diet dla różnych dolegliwości. To złudzenie, że chory na serce ma jeść coś zupełnie innego niż chory na tarczycę, reumatyzm, raka. Lecznicza dieta jest jedna, lecz, paradoksalnie, musi zostać dopasowana do każdego z osobna. W praktyce oznacza to, że istnieje jedyny sposób odżywiania, który zapobiega chorobom, wspomaga ich leczenie, a nawet leczy sam
w sobie.
Jest nim odżywianie oparte na naturalnych, nie przetworzonych przemysłowo produktach, które wyrosły na żyznej ziemi, w promieniach słońca. Tych, które nauczyliśmy się trawić i przyswajać
w naszym długim okresie ewolucji na planecie Ziemia.
Dopasowanie diety "na miarę" zaczyna się na poziomie doboru poszczególnych składników tej naturalnej, pełnowartościowej żywności. Jednego człowieka uleczą bowiem surowe warzywa, zielone liście, innego rosół z "domowej" kury. Świeże, przygotowane w domu, nie w fabryce.
"uZdrowienie od Kuchni" wyjaśnia dietetyczne mechanizmy powstawania chorób, zwłaszcza przewlekłych, a także, zgodnie z tytułem, zdradza kulisy zdrowienia (i uzdrowienia) przy pomocy jedzenia. Zasady są dość proste: żywność, która leczy, jest naturalna, nie zakwaszająca, niealergizująca, niskoglikemiczna.
Rosnące grono lekarzy wskazuje dietę eliminacyjną (pozbawioną głównych, masowych alergenów) jako skuteczny, dostępny dla każdego, sposób na prawie natychmiastową poprawę stanu jelit (i w konsekwencji całego organizmu). Jednak dla większości ludzi odżywianie, pozbawione m.in. wszystkich produktów z pszenicy i krowiego mleka, wydaje się zupełnie nierealne a w najlepszym wypadku bardzo trudne. W mojej książce znajduje się 68 potraw na śniadanie, obiad, kolację
i przekąskę, z których żadna nie zawiera pszenicy ani mleka. Jak bowiem zażartował kiedyś dr Mark Hyman: "dieta eliminująca powinna nazywać się raczej dietą wzbogacającą" - tyle rozmaitych produktów można zastosować zamiast przetworów pszenicy i mleka. I nie trzeba obawiać się, że taka kuchnia będzie uboga w składniki odżywcze (jak twierdzi przestarzała dietetyka głównego nurtu) - wręcz przeciwnie: spełni ona podstawowy postulat dobrego odżywiania, jakim jest różnorodność. Wiem coś o tym, gdyż prowadzę kuchnię 4N od kilku lat.
Książka odpowiada na pytania, jakie produkty i pokarmy, dostępne na co dzień, są 4N: naturalne, nie zakwaszające, niealergizujące, niskoglikemiczne. Oraz co konkretnie gotować, by wspomagać organizm w walce o przetrwanie w środowisku, które przetrwaniu nie sprzyja.
Razem z siostrą, Mirą Bernardes-Rusin, wymarzyłyśmy książkę, która będzie prawdziwa. Prawdziwe pokarmy sfotografowane tuż po przygotowaniu. Żadnych gotowych produktów z hipermarketów i foto stocków. Bez pianki do golenia udającej bitą śmietanę (i bez bitej śmietany oczywiście). W prostych, eleganckich aranżacjach Miry, malowane światłem, nie Photoshopem.
Oto kilka stron z książki:
















5 komentarzy:

  1. ZAMIAST WSTĘPU
    Asklepios, bóg medycyny czczony przez starożytnych Greków, posiadł sztukę leczenia w takim stopniu, że potrafił przywracać ludziom życie. Nie spodobało się to Hadesowi, władcy Podziemi, który przekonał swojego brata, Zeusa, by raził piorunem lekarza, który śmiał zakłócić odwieczny porządek życia i śmierci. Asklepios, będąc nieśmiertelny, trafił na nieboskłon, gdzie do dziś błyszczy jako gwiazdozbiór Wężownika.
    Zanim jednak przeniósł się między gwiazdy, wychował siedmioro dzieci, którym przekazał swoją wiedzę. Jego najukochańszą latoroślą była cicha, skromna, lecz kompetentna i opanowana Higeja. Nie cieszyła się ona jednak popularnością wśród ludzi, w przeciwieństwie do swojej siostry, Panacei, która, witana z aplauzem, pojawiała się wśród chorych z koszem leków na wszelkie dolegliwości. Asklepios dokładnie wiedział, dlaczego bliższa jego sercu była Higeja. Jej imię, spolszczone na higiena, oznacza profilaktykę zdrowotną, czyli różne działania, mające zapobiec chorobie. Imię Panacei to dla odmiany lek na wszystkie dolegliwości, cudowna pigułka, po której połknięciu choroba ma zniknąć. Mądry bóg medycyny przedkładał profilaktykę ponad terapię, jednak ludzie od wieków wolą zażywać leki, niż unikać choroby. Można powiedzieć, że Higeja miała rzesze wyznawców w starożytnych Indiach i Chinach, gdzie leczenie polegało na zapobieganiu chorobie, zanim jeszcze pojawiły się jej bolesne symptomy. Ma ona swoich zwolenników także dziś, wszędzie tam, gdzie dostrzega się rolę tzw. „stylu życia” nie tylko w zapobieganiu chorobom, lecz również w ich leczeniu. Atrybutem Higei było naczyńko (talerz?), z którego pożywiał się siedzący na jej ramieniu wąż Eskulapa – symbol zdrowienia i odradzającego się życia. To nie przypadek. Asklepios z pewnością był świadom skojarzenia: pokarm – lekarstwo, które wiele wieków później zwerbalizował Hipokrates w swojej słynnej sentencji: „Niech pokarm wasz będzie lekarstwem, a lekarstwo pokarmem.”

    OdpowiedzUsuń
  2. (u)ZDROWIENIE OD KUCHNI
    W PIĘCIU KROKACH
    Jedynym producentem żywności, któremu można zaufać, jest Natura – nigdy nie działa bowiem z chęci zysku, w przeciwieństwie do człowieka. Pokarm, który leczy, powinien być przede wszystkim naturalny: taki, jak został stworzony przez Naturę w długim procesie ewolucji, wspólnym dla człowieka i całej planety. Żywność stworzona w laboratoriach, czy zmodyfikowana genetycznie, jest antyodżywcza, między innymi dlatego, że ludzki organizm nie miał jeszcze czasu, aby się do niej przystosować. Zmodyfikowane białka nie są odczytywane przez jelitowe detektory jako pokarm. Podobnie jest z przemysłowymi produktami spożywczymi, wytwarzanymi przy pomocy agresywnej obróbki mechanicznej i termicznej, pod wpływem której nieodwracalnie zmieniają swoje właściwości. W procesie oczyszczania (rafinowania) zostają z nich usunięte elementy kluczowe dla równowagi organizmu (jak np. błonnik). Powrót do Natury okazuje się jedynym ratunkiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. O PRZEPISACH
    Wszystkie potrawy zawarte w książce realizują założenia Diety 4 N,
    są więc:
     naturalne,
     niskoglikemiczne,
     nie zakwaszające,
     niealergizujące.
    Przepisy w większości bazują na prostych, tanich, ogólno dostępnych składnikach: kaszach, warzywach strączkowych, korzeniowych, kapustnych, liściastych i psiankowatych, a nawet na dziko rosnących ziołach. W kilku przypadkach wprowadzam bardziej egzotyczne produkty (świeży imbir, mango, owoc granatu, orzech kokosowy), które są ogólno dostępne na rynku. W przypadku takich produktów podaję najczęściej ich rodzime zamienniki lub zaznaczam, że można je pominąć. W przepisach stosuję wiele przypraw, również tych mało znanych w Polsce – wszystkie można kupić w każdym większym mieście lub przez Internet. Zioła te nie tylko nadają daniom niepowtarzalnego aromatu, lecz same w sobie stanowią lekarstwo. Jak to jednak bywa z lekarstwami, nie wszystkie nadają się dla każdego. Jednak, w przeciwieństwie do lekarstw, w niewielkiej ilości nie zaszkodzą nikomu. Praktycznie każda potrawa z tej książki przyda się w profilaktyce i leczeniu chorób cywilizacyjnych, niektóre jednak, z racji konkretnych składników, wyraźnie „celują” w różne zaburzenia. W takim przypadku zaznaczam to w dopiskach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Potrawy w większości przepisów są bezglutenowe, bezcukrowe i bezmleczne.
    Taki wybór podyktowany jest kilkoma względami:
    Nasza standardowa dieta zachodnia pozbawiona jest równowagi – cechuje ją nadmierne spożycie wyrobów z mleka, białej mąki i cukru oraz mięsa. Przepisy z tej książki pomyślane są jako przeciwwaga – pomogą zrównoważyć jadłospis a nawet, w celu poprawy zdrowia i samopoczucia, czasowo wyeliminować spożywane w nadmiarze produkty. Książka pokazuje całą gamę rozwiązań, jak wzbogacić i urozmaicić codzienny jadłospis. Z uwagi na to, że wiele osób nie wie, jak przyrządzić mięso zgodnie z pryncypiami zrównoważonego odżywiania, zamieszczam kilka potraw mięsnych. Zresztą dieta wegańska niekoniecznie sprawdza się u każdego. Potrawy bezglutenowe, bezcukrowe, bezmleczne a także bezmięsne okazują się uniwersalnym środkiem profilaktycznym i terapeutycznym, bowiem nadmiar pokarmów z udziałem cukru, mąki, mleka i mięsa leży u dietetycznych źródeł większości poważnych schorzeń. W całej tej uniwersalności każdy człowiek stanowi niepowtarzalną indywidualność metaboliczną i w związku z tym najlepszym dietetykiem dla każdego z nas jest... własne ciało. I to jego sygnałów trzeba słuchać przede wszystkim. Należą do nich nie tylko reakcje alergiczne i nadwrażliwości pokarmowe, lecz również wszelki dyskomfort trawienny, przyspieszone tętno, zmiany nastroju, napady senności czy bóle po spożyciu danego produktu. Aby zapobiec chorobom cywilizacyjnym i usprawnić pracę organizmu, warto odciążyć układ trawienny i odpornościowy, a także dotlenić i dożywić komórki ciała. Temu celowi najlepiej służy dieta oparta na warzywach, owocach, pełnych ziarnach, dobrych proteinach, tłuszczach i ziołach. Mam nadzieję, że przepisy zawarte w książce przekonają nawet sceptyków, że gotowanie według tych założeń jest wykonalne i... satysfakcjonujące.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje wrażenia:

    Jest to niezwykły poradnik łączący wiedzę pochodzącą z najnowszysch badań z dziedziny dietetyki z wiedzą o tym jak uchronić się przed obecnymi chorobami cywilizacyjnymi. Autorka ma wielki dar przekazywania wiedzy w sposób prosty i przystępny dla każdego. Książka zawiera w sobie także przepisy na 4 pory roku. Wszystkie objętę są zasadą 4N: naturalne, niealergizujące, niskoglikemiczne oraz niezakwaszające. Przepiękne zdjęcia wysokiej jakości nadają jej eleganckiego charakteru.

    OdpowiedzUsuń