piątek, 19 sierpnia 2016

Jedz do syta i chudnij 2-4 kg na tydzień



Psiankowaty raj: warzywa z rodziny psiankowatych zachwycają bogactwem kształtów, kolorów i smaków.
Czy wierzycie mi, że można jeść do syta, pyszne rzeczy, a przy okazji zdrowieć, pięknieć i... pozbywać się 2-4 zbędnych kilogramów na tydzień? 
Taką moc ma letnia dieta, czyli tak zwany post warzywno-owocowy. Mówię: tak zwany, bo w istocie postem nie jest, skoro można jeść bez ograniczeń to, na co ma się ochotę. Pod jednym warunkiem, że będą to SAME owoce i warzywa, bez żadnego dodatku skrobi, białka i tłuszczu. Ten ostatni dozwolony w postaci 1 łyżki oliwy z oliwek co 2-3 dni.
To działa. Wiem, bo sama właśnie to robię. Odciążenie organizmu od trawienia białek, skrobi i tłuszczu powoduje, że może on się spokojnie zająć samonaprawą i przywracaniem zaburzonej równowagi. Z drugiej strony ogromna ilość witamin, minerałów, antyoksydantów, enzymów i wody, dostarczana z pokarmem roślinnym, tylko wspomaga te procesy, wyciszając przy okazji podprogowe stany zapalne, alkalizując organizm i wspierając jego naturalnych sojuszników, czyli florę symbiotyczną. 


Dla mnie letnie przełączenie się na tryb owocowo-warzywny jest prywatnym świętem, które celebruję z radością i wielkim przypływem sił witalnych. Dusza śpiewa ze szczęścia, a ciało unosi się kilka centymetrów nad ziemią.
Na okoliczność tego radosnego, przepysznego postu, mam kilka ulubionych potraw – bo dobre jedzenie to moja pasja. Świeże, zniewalająco kolorowe produkty kupuję na moim ukochanym bielskim targowisku, które rozwija się w prawdziwy eko-ryneczek.

Co najdziwniejsze dla przeciętnego śmiertelnika, odżywiając się w taki warzywno-owocowy sposób, wcale nie czuję się głodna, mogę dużo pracować, chodzić, nie czuję zmęczenia.

Oto moje przykładowe menu podczas wyjazdu służbowego, gdzie nie miałam dostępu do własnej kuchni, a tylko potrawy serwowane w restauracjach.
Na śniadanie: pomidory i ogórki w plasterkach, z odrobiną soli. Porcja wielkości złożonej miseczki z dłoni.
Na lunch: kawał arbuza kupionego na hali targowej (zjedzony na ławeczce w parku).
Na kolację: podwójna porcja pikantnej mizerii z ogórków przyprawionych czosnkiem, octem winnym i pieprzem.
Następnego dnia:
Na śniadanie: talerz ogórków i pomidorów z dodatkiem sałatki z gotowanej marchwi i groszku.
Na lunch: morele (6 sztuk) kupione w warzywniaku.
Na kolację: surówka z białej kapusty na liściu sałaty, z plasterkami pomidora i papryki - duży talerz.

Nie przypuszczałam, że tak łatwo pójdzie.
W domu sprawa wygląda zupełnie inaczej, bo mam dostęp do wszystkich warzyw, jakie mi sie zamarzą. Zauważyłam, że na śniadanie świetnie sprawdzają się sałatki z wszelkich warzyw liściowych: sałat we wszelkich odmianach, mangoldu, szpinaku, jarmużu, mniszka. Idealnymi dodatkami są zielona cebulka, natka pietruszki i starty na grubej tarce ogórek, który nadaje chrupkości i tekstury. Jako dodatek smakowy: ocet jabłkowy, czosnek, ocet balsamiczny, sok z cytryny, czasem odrobina oliwy z oliwek.

Na obiad bardzo smakują mi wszelkie zupy z tartych warzyw, które krótko gotuję na wodzie z dodatkiem różnych przypraw (zupełnie odlotowo smakuje marchew, pietruszka i seler przyprawiona solą himalajską, mieszanką curry i liśćmi rzodkiewki, zblendowana na gęsty krem).
Na drugie danie świetnie sprawdzają się gotowane na parze warzywa: brokuł, kalafior a nade wszystko różne rodzaje fasolki szparagowej, które można przyprawić roztartym czosnkiem i odrobiną soli, albo różnymi przyprawami w rodzaju kurkumy, kozieradki, płatków chili czy pieprzu.
Błyskawiczną, przepyszną opcją obiadową jest gazpacho: chłodnik ze zmiksowanych pomidorów, cebuli, papryki, ogórka, przyprawiony odrobiną soli, czosnku i tymianku.
Nie wspomnę o pieczonych w piekarniku plastrach dyni, kabaczka, patisona, cukinii - z dodatkiem odrobiny soli, octu balsamicznego, posiekanej natki pietruszki i roztartego czosnku (ślinka leci).
Chyba kiedyś napiszę książkę kulinarną pod tytułem "Wykwintna i smakowita kuchnia postna" - lub coś w tym rodzaju.

Tak więc spróbujcie podarować sobie taki prezent na lato - zniknie wam cellulit, zmarszczki, plamy na skórze, a w zamian zyskacie dobry nastrój i zwiększoną odporność na życiowe przeciwności. Czego Wam życzę, bo ja już to mam ;)


Moje ulubione "postne" potrawy:
  • sok z marchwi
  • sok z marchwi, jabłka
  • puree z gotowanej marchwi i boćwiny przyprawione curry
  • pasta z pieczonych bakłażanów z czosnkiem i natką pietruszki
  • sałatki z różnych warzyw liściowych przyprawione octem jabłkowym
  • sałata rzymska z zieloną cebulką, natką pietruszki i liśćmi mniszka przyprawiona octem balsamicznym i odrobiną oliwy z oliwek
  • boćwina na surowo, z zieloną cebulką, tartym ogórkiem, rzodkiewką i octem jabłkowym
  • biała kapusta po węgiersku (na surowo, z octem jabłkowym i odrobiną miodu)
  • sałatka z ogórków z czosnkiem, pieprzem i octem jabłkowym
  • chłodnik z wiśni lub jagód
  • krem z jarzyn (por, pietruszka, marchewka, seler)
  • zupa grzybowa na bulionie z warzyw
  • leczo z papryki, pomidorów, cebuli, przyprawione słodką papryką w proszku
  • bakłażany zapiekane z nadzieniem pomidorowym
  • pieczona dynia, kabaczek, cukinia pzryprawiona roztartym czosnkiem i płatkami chili
  • gazpaczo z pomidorów, papryki, zielonej pietruszki, cebulki i czosnku
  • chłodnik z ogórków, rzodkiewki, koperku i czosnku
  • pomidory
  • ogórki
  • morele
  • jagody
  • śliwki
... i wszystkie inne, sezonowe, kolorowe, surowe, gotowane, parowane, miksowane...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz