piątek, 8 kwietnia 2016

Nie taki diabeł straszny


Warzywa i owoce są piękne, czyż nie? :)
Po ostatnich kilku wykładach i spotkaniach na temat dietetycznej profilaktyki chorób, jakie prowadziłam dla przeróżnych grup słuchaczy, doszłam do wniosku, że

ludzie bardzo boją się kuchni bez glutenu (zboża i jego przetworów), mleka (i jego przetworów) oraz cukru (i wszystkiego, co go zawiera).

Najczęściej wydaje im się, że wyłączenie produktów zawierających te trzy składniki praktycznie paraliżuje domową gastronomię. Pomyślałam sobie, że w tej zakładce będę dzielić się wyłącznie takimi przepisami: bez glutenu, mleka i cukru, a w dodatku opartymi wyłącznie na naturalnych, nisko przetworzonych produktach. Sama prowadzę taką kuchnię od kilku dobrych lat i muszę wyznać, że nie odczuwam żadnych ograniczeń dla własnej twórczości kulinarnej. Okazuje się, że różnorodność dostępnych naturalnych produktów jest ogromna, a w miejsce dyskusyjnych dla zdrowia pokarmów można wykreować dziesiątki potraw, które są nie tylko smaczne, ale i łatwe, szybkie w przygotowaniu oraz - w przeważającej większości - tanie.


Nie da się jednakże ukryć, że najtrudniejszym momentem w zmianie sposobu odżywiania jest... podjęcie decyzji i poprzedzająca je zmiana nastawienia. Sama też coś o tym wiem. Dopóki nie uwierzyłam, że życie bez cukru, mleka i mąki jest całkiem możliwe, dopóty nie byłam w stanie przeprowadzić swojej prywatnej "kuchennej rewolucji". Jak to jednak w życiu bywa, zostałam do tego kroku zmuszona przez Wyższą Inteligencję Losu, która podarowała mi w rodzinie kilka przewlekłych schorzeń o nieoczywistych przyczynach. W obliczu takiej presji człowiek nie ma wyjścia i rzuca się nawet na głęboką wodę.

Kuchenna rewolucja zaczyna się w spiżarni
Wiadomo, że posiłki komponujemy z tego, co zawiera nasza spiżarnia. Aby więc nie zastanawiać się, co jest dobre dla zdrowia a co nie – trzeba pozbyć się z kuchni tych produktów, których nie zamierzamy spożywać. A także zaopatrzyć się w takie, które chcemy jeść.
Żegnamy się m.in. z 
mąką pszenną, 
cukrem, 
makaronami, 
polepszaczami smaków typu vegeta, ketchup, majonez itp 
„szybkimi” daniami typu gorący kubek na czarną godzinę, 
mlekiem krowim, zwłaszcza w wersji UHT, 
pasztecikami 
szynką z puszki
ciastkami, chipsami, batonikami
i innymi gotowymi smakołykami, każdy ma własny repertuar.

W wymytych, zapraszająco pustych półkach szafek  warto ułożyć bazę produktów trwałych:
  • zboża: ryż (brązowy, basmati, słodki), kasza jaglana, gryczana, jęczmienna, płatki owsiane, gryczane, jaglane, ryżowe, mąka orkiszowa z pełnego przemiału, mąka gryczana, mączka kukurydziana, sporadycznie makaron ciemny lub gryczany
  • strączki: trzy rodzaje soczewicy, groch, ciecierzyca, fasola adzuki, mung, jaś, nerka...
  • ziarenka: siemię lniane, sezam biały i czarny, pestki dyni, słonecznika, orzechy (włoskie, laskowe, pistacje, nerkowce), karob i kakao naturalne
  • suszone owoce: rodzynki, żurawina, daktyle, jagody goji, kostka ananasa, wiórki kokosowe...
  • puszki (na czarną godzinę): pomidory w zalewie, fasolkę białą i czerwoną, zielony groszek, ryby i wątróbkę rybną
  • słoiki: kiszone ogórki, papryka (kabaczki, bakłażany itp.) marynowane, grzyby marynowane, oliwki, śledzie marynowane, musztarda, miód (tymiankowy, wielokwiatowy, piniowy, malinowy...), stewia (w płynie lub proszku), mączka chleba swiętojańskiego, może ksylitol
  • butelki: grecka oliwa z oliwek extra virgin, domowy ocet jabłkowy, śliwkowy, ocet winny, balsamiczny


Warto tez zaprzyjaźnić się z przyprawami, które nie tylko dodadzą niepowtarzalnych, ponętnych aromatów naszym potrawom, lecz również przyczynią się do zdrowia. Każde jedno z ziół czy korzeni ma bowiem udowodnione naukowo właściwości wspomagające organizm w zachowaniu równowagi, czyli zdrowia.
Wśród przypraw są nie tylko zioła i korzenie:
tymianek, majeranek, oregano, kurkuma, bazylia, kolendra, kminek, kumin, koper włoski, jałowiec, kardamon, cynamon, anyż gwiaździsty, wanilia, chili, płatki papryki, angielskie ziele, gałka muszkatołowa, gorczyca, liść laurowy, suszony imbir, asafetyda, kozieradka, czarnuszka 
lecz również inne dodatki przyprawowe: suszone grzyby, wodorosty, sosy (sojowy, tamari, chrzanowy) oraz słodziki: wyciąg ze stewii, ksylitol i cukier (brązowy, muscovado) w dawkach przyprawowych.

W lodówce znalazły miejsce:
  • masło klarowane, jaja wiejskie
  • ryby (świeża dorada lub labraks, wędzona makrela, szprotki itp.), czasem krewetki
  • mięso (raz, najwyżej dwa razy w tygodniu) filet z indyka, czasem królik
  • warzywa (marchewka, pietruszka, seler, por, brukselka, kapusta, kalafior, brokuł, jarmuż, szpinak, sałata, kiełki, rzodkiewka, buraki, w sezonie dynia, ogórki, papryka, pomidory, bakłażany), pieczarki, świeży imbir, kapusta kiszona
  • tłuszcze (olej lniany lub konopny, z pestek dyni, z ogórecznika, smalec gęsi).
  • W lodówce trzymam tylko „podręczne” dawki warzyw – większą ilość przechowuję w wiaderkach (ziemniaki, warzywa korzeniowe, jabłka i gruszki, kapusty, cebulę, czosnek...) – w tygodniowej „dawce”, bo co tydzień uzupełniam zapasy.
  • Oraz – poza lodówką – owoce (banany, awokado, kiwi, ananasy, cytrusy) – w rozsądnej ilości; bazuję na miejscowych jabłkach i gruszkach. Latem – wszystko co świeże i dostępne.
Jak widać, wybór jest całkiem spory. Najwspanialszym motywatorem jest fakt, że taki repertuar kulinarny od kilku lat trzyma moich domowników z daleka od przychodni lekarskich :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz