wtorek, 2 lutego 2016

Pasztet z fasolki mung



Zaczęło się od tego, że znajoma poczęstowała mnie pasztetem z soczewicy. Kiedy wyraziłam zachwyt potrawą, podarowała mi przepis. Postanowiłam zmodyfikować go, aby dostosować do wymogów dietetyki funkcjonalnej, czyli, żeby spożywanie go nie tylko cieszyło kubki smakowe, lecz równocześnie dostarczało konkretnej korzyści zdrowotnej.
Fasolka mung (w rzeczywistości bliższa bobowi niż fasoli) wyróżnia się bowiem szczególną właściwością: potrafi usuwać z naszego organizmu różne toksyny 
w stopniu znacznie większym niż pozostałe strączkowe. Jest lekkostrawna 
i przyjazna dla każdego typu metabolicznego. Należy do czołówki obfitujących 
w białko roślin strączkowych - w 100 gramach zawiera 7 g czystych protein. Wykazuje znaczące właściwości antyzapalne. W Azji, skąd pochodzi, uważana jest za superpokarm. Pewno dlatego jej alternatywna nazwa brzmi: złota fasola.



W smaku sama w sobie jest neutralna, dlatego też w Azji przyrządzana bywa zarówno na słodko, jak i na słono. Na pasztet nadaje się idealnie, gdyż przejmuje aromat od "pasztetowych" ziół, idealnie symulując np. pasztet z królika. Zresztą zrobiłam taki eksperyment: podałam pasztet z munga na przyjęciu, goście brali dokładki i nikt nie zorientował się, że "podstępnie" podałam im zdrowe jedzenie ;)
Oto przepis:
1 szklanka namoczonej na noc fasolki mung
1/2 szklanki kaszy jaglanej
1 duża cebula
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1 łyżka oleju kokosowego
4 listki laurowe
3 goździki
3 owoce angielskiego ziela
1/2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki majeranku
1 łyżeczka cząbru
1 łyżeczka lubczyku
1/2 łyżeczki curry (można pominąć)
1/2 łyżeczki mielonego pieprzu
1/2 łyżeczki tymianku
2 łyżki sosu sojowego
4 łyżki żurawiny (może być suszona)
2 łyżki orzechów włoskich

1. Fasolkę zalewam 3 szklankami wody i gotuję z dodatkiem listków laurowych i szczypty asafetydy (jest to przyprawa cudownie poprawiająca strawność strączkowych). Kiedy jest miękka, osączam na sicie.
2. Kaszę jaglaną, przepłukaną na sicie, gotuję na wolnym ogniu w podwójnej ilości wody (1 szklanka) z dodatkiem kurkumy i szczypty soli, aż będzie miękka i wchłonie całą wodę.
3. Obraną cebulę kroję w kostkę i rumienię na oliwie (1 łyżka) z dodatkiem goździków, liści laurowych i angielskiego ziela. Usuwam liście laurowe.
4. Do misy malaksera wrzucam fasolkę, kaszę i przyrumienioną cebulę, dodaję pozostałe przyprawy i tłuszcze i miksuję na jednolitą masę. Jeśli trzeba, przyprawiam solą i pieprzem. 
5. Na samym końcu wrzucam żurawinę oraz orzechy i mieszam łyżką (już nie miksuję), aby pozostały w całości.
6. Gotową masę przekładam do małej keksówki (ostatnio kupiłam silikonową - jest wspaniała, bo nie trzeba jej niczym wykładać ani smarować). Wstawiam do piekarnika o temp. 180 stopni C i piekę przez 50-60 minut.
7. Po upieczeniu pasztet jest miękki, dlatego pozostawiam go do całkowitego wystudzenia i dopiero kroję.

Od pewnego czasu różne warianty tego pasztetu z powodzeniem zastępują mojemu Mężowi wędlinę do kanapek, które zabiera do pracy. Ja plaster pasztetu z dodatkiem domowego chrzanu lub ajwaru jem na proteinowe śniadanie. Pycha!

3 komentarze:

  1. Wspaniały!,zrobiłem , zjadłem polecam wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...po optymistycznym tonie wnoszę, że nie przysporzył Panu większych problemów trawiennych ;)

      Usuń
  2. Nic dodać, nic ująć, smakuje jak dobrej rasy pasztet z dziczyzny!!!

    OdpowiedzUsuń