piątek, 17 lipca 2015

PsychoDietetyka, czyli co ma piernik do wiatraka?

„Umysł jest rozrzedzonym ciałem, Ciało jest zagęszczonym umysłem.”z Wed
Podczas podróży kulinarnej przez kontynenty i epoki doszłam do zaskakujących wniosków: nasza zachodnia cywilizacja nie tylko nie dopracowała się spójnego systemu dietetycznego promującego zdrowie, lecz na dodatek pozbawiła odżywianie kontekstu duchowego. Współczesny człowiek stara się spełniać wykluczające się oczekiwania cywilizacji konsumpcji:  z jednej strony powinien jeść ogromną ilość rozstrajających metabolizm rzeczy, do których zachęcają reklamy, a z drugiej być chudy jak ikony popkultury lansowane przez media. Ogólnocywilizacyjny dyktat szczupłej sylwetki sieje spustoszenie w umysłach, zaburzając relacje człowieka z pożywieniem i z własnym ciałem. 
paradoksalnie, przyczynia się do pandemii otyłości, problemów z odżywianiem, oraz eskalacji samobójczego stresu wytwarzanego w ludzkich umysłach.

Psychodietetyka – dietetyka przyjazna człowiekowi
Klasyczna dietetyka stara się znaleźć sposób na pozbawienie człowieka zbędnych kilogramów drogą działań rozumowych: liczenia kalorii, restrykcji pokarmowych, spalania kalorii.



Drogą tą udaje się obniżyć masę ciała, jednak w ponad 95% przypadków nadwaga wraca najdalej po upływie roku. Psychodietetyka zrodziła się w wyniku poszukiwania „brakującego elementu” i z odpowiedzi na pytanie, dlaczego u 5% ludzi nadwaga nie powraca.
„Brakującym elementem” okazała się druga półkula mózgu, a dokładniej rzecz biorąc przeciwstawne (i uzupełniające) do rozumowego, „męskiego” ujęcia podejście emocjonalne, intuicyjne – „żeńskie”.
Klasyczna dietetyka ze swoją lewopółkulową, „ojcowską”, surową i skoncentrowaną na celu energią nie może prowadzić do równowagi (trwałej utraty nadwagi), gdyż brakuje w niej prawopółkulowej, opiekuńczej, karmiącej, energii  „macierzyńskiej”.
Ludzie, którzy trwale pozbyli się nadwagi, nauczyli się nie tylko „męskiej” konsekwencji, mądrych ograniczeń i osiągania celu, ale także „żeńskiego” odżywiania dla przyjemności, znajdowania pokarmów dla duszy i akceptacji siebie samego.

Psychodietetyka zauważa, że dieta wpływa na ciało, ale w równym stopniu na umysł, oraz że stan psychiki bezpośrednio przekłada się na metabolizm.

Psychodietetyka ujmuje człowieka jako całość i zadaje pytanie nie o to, ile kalorii liczy pokarm, ale – kim jest osoba jedząca? Jaki ma typ metabolizmu, w jaki sposób podchodzi do jedzenia, co ją stresuje, a co cieszy i odpręża. Okazuje się bowiem, że nie istnieje jedna uniwersalna dieta odpowiednia dla wszystkich, co więcej, to co dla jednego będzie dobre, innemu może zaszkodzić.

Teoretyczne fundamenty psychodietetyki
U teoretycznych podstaw psychodietetyki legły z jednej strony najnowsze badania na temat mechanizmów biochemicznych i metabolicznych organizmu i wpływu długotrwałego stresu na fizjologię, a z drugiej pradawne systemy dietetyczne i lecznicze oparte na zasadzie równoważenia nadmiarów i niedoborów we wszystkich sferach ludzkiego organizmu. Powstała dyscyplina, która dąży do optymalizacji funkcjonowania człowieka drogą zharmonizowania jego relacji z sobą samym, pożywieniem i środowiskiem. Psychodietetyk pracuje na kilku poziomach. Na wstępie rozpoznaje typ psychometaboliczny pacjenta, jego główne stresory oraz nawyki żywieniowe (w tej właśnie kolejności). Później stosuje techniki odstresowania na poziomie fizycznym, emocjonalnym i mentalnym. Równolegle dostraja zalecenia żywieniowe, mające wspomóc procesy przywracania równowagi w organizmie. Indywidualna dieta komponowana jest w oparciu o produkty zalecane dla konkretnego typu metabolicznego oraz o wymogi aktualnego stanu energetycznego ciała.

Nadwaga – furtką do rozwoju
Pacjent pozostaje aktywnym uczestnikiem całego procesu, a nie tylko obiektem zabiegów terapeutycznych. Po jego stronie pozostaje przebudowa sposobu myślenia w kierunku akceptacji samego siebie, otwartości na zmiany i pozytywnego nastawienia. Problemy z nadwagą (czy w ogóle z odżywianiem i trawieniem) w tym ujęciu stają się okazją do wzrastania i rozwoju osobistego, a nie uciążliwym symptomem. Różnica polega na tym, że symptom można chwilowo stłumić przy pomocy tabletek czy kolejnej cudownej diety, a okazję do wzrastania wita się z akceptacją. Skutkiem tłumienia symptomu jest kolejny nawrót, podczas gdy transformacja człowieka i optymalizacja dokonywanych przezeń wyborów (także dietetycznych) prowadzi do rozwoju, którego przyjemnym skutkiem ubocznym jest normalizacja  wagi, apetytu i trawienia.

Metody terapeutyczne
Psychodietetyk ma w swoim przyborniku liczne narzędzia i metody, umożliwiające skuteczną pracę z pacjentem. Są wśród nich techniki „ucieleśniania”, czyli zwiększania świadomości własnego ciała i jego potrzeb, techniki rozwijania uwagi i obecności tu i teraz czy autorefleksji. Psychodietetyk potrafi wskazać związki pomiędzy rytmami dobowymi czy rocznymi a odżywianiem i konsekwencje zaburzeń tych rytmów. Określa zależności między indywidualnymi przekonaniami na temat siebie i świata a metabolizmem. Jest w stanie wskazać błędne a nawet toksyczne dla psychiki i ciała przekonania  – i pomóc w ich stopniowej eliminacji.
Na poziomie dietetycznym określa indywidualny typ metaboliczny pacjenta i właściwe dla niego proporcje pomiędzy głównymi grupami składników odżywczych oraz objętościowe porcje posiłków. Psychodietetyk uwalnia klienta od terroru wagi i kalorii  – liczenie kalorii (z punktu widzenia naukowego przestarzałe od 30 lat - ale o tym w innym poście) działa tylko na krótką metę, a stres związany z cyframi na podziałce może zniwelować efekty odchudzania. Podobnie jest z katorżniczymi ćwiczeniami na siłowni, które psychodietetyk proponuje zamienić na przyjemną (i dlatego chętnie uprawianą) formę ruchu, np. taniec, nordic, jogę czy pływanie – w zależności od indywidualnych predyspozycji i upodobań. W siłowni oczywiście też nie ma nic złego, jeśli człowiek chodzi tam dla przyjemności, a nie z wewnętrznego przymusu. Generalnie psychodietetyk działa „z prądem” a nie „pod prąd” – negocjuje z pacjentem rzeczy możliwe do wykonania i zgodne z upodobaniami, bo tylko w ten sposób można wprowadzić trwałe zmiany w życiu (i sposobie odżywiania).

Psychodietetyka humanistyczna
Psychodietetyka w ujęciu humanistycznym wykracza daleko poza sferę fizjologii i metabolizmu, umieszczając odżywianie w szerszym, duchowym kontekście. Jednym z teoretyków (i praktyków) tego nurtu jest Marc David, autor bestsellerowej książki Slow Dawn Diet (która ukazała się również po polsku pod tytułem Dieta Spowalniająca). Jego ujęcie traktuje pokarm jako nośnik życia a akt jedzenia jako wyraz akceptacji naszej cielesnej formy i zgody na bycie tutaj.
Kontekst duchowy odżywiania: Jedząc, karmimy iskrę Życia w naszym ciele”, wynika z faktu, iż jesteśmy istotami śmiertelnymi, związanymi z ziemią, głodnymi, potrzebującymi. Pokarm jest życiem, bo z każdym przełkniętym kęsem wybieramy życie. Sięgamy po pokarm, bo tęsknimy też za czymś więcej: wiarą, szczęściem, spokojem wewnętrznym. Ostatecznym celem każdego systemu dietetycznego powinno być wprowadzenie człowieka we własne ciało, które, odżywione z miłością i szacunkiem, nie może jednak stać się celem samym w sobie a co najwyżej wehikułem do celu. Warto pamiętać o tym, że nawet ekologiczne warzywa, owoce i wszystkie witaminy świata nie dadzą nam nieśmiertelności. I że z perspektywy końca życia idealna sylwetka nie będzie miała tak wielkiego znaczenia. W przeciwieństwie do tego, czego się w życiu nauczyliśmy.
Diety, które znamy, całkowicie pomijają kontekst duchowy, sprowadzając człowieka do funkcji maszyny spalającej kalorie. Kiedy maszyna nie działa zgodnie z oczekiwaniem, pojawia się frustracja. A przecież niedorzecznością jest oczekiwanie od człowieka, że stanie się maszyną.
Tymczasem: Jesteśmy czymś więcej, niż tylko ciałem, bo pochodzimy z duchowego źródła”.

Rozwinięte teorie żywieniowe nie poprzestają na ciele, lecz wykraczają poza nie. Oczywiście jest rzeczą niezmiernie ważną, by odkryć najlepsze produkty odżywcze dla własnego ciała i filozofię żywienia przystającą do własnej wizji świata. Bez fundamentu duchowego wiedza dietetyczna dociera tylko do pewnego punktu. Może mianowicie wskazać nam, co jeść, jednak pozostaje bezradna wobec znaczenia aktu jedzenia. Tymczasem poznając z bliska własny stosunek do pożywienia mamy szansę poznać swój stosunek do życia. 
Tylko dzieci jedzą spontanicznie, bez uprzedzeń, lęków, radośnie. Jako dorośli często jemy nie po to, by się karmić, lecz po to, by uniknąć bólu, samotności, pustki. Nabieramy przekonań dotyczących jedzenia „dobrego” i „złego” i osądzamy sposób odżywiania każdego człowieka, nie wyłączając siebie samego. Podczas jedzenia umysł zawzięcie przeżuwa lęki i fantazje, a my tracimy zdolność jedzenia tu i teraz, takiego, które karmi i ciało, i duszę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz